rodzina Skupień

rodzina Skupień
rodzina Skupień

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Odpowiedź dla tych wszystkich, którzy zadają mi pytanie : " Dlaczego ciągle siedzisz w tych metrykach?"

Mam nadzieję, że Joanna Szczepkowska nie weźmie mi za złe tego iż jej felieton w " Wysokich Obcasach" posłuży mi jako odpowiedź na to pytanie.


"Znalazłam kartkę z 1910 roku: "Panno Helu, wyjechałem i nie powrócę. Igo". A ja znajdę cię, niewierny przystojniaku. Bo dzięki tobie istnieję
Dlaczego pani kogoś nie wynajmie? - spytała mnie dziennikarka TOK FM, kiedy w czasie radiowego wywiadu zaczęłam opowiadać jej o pisanej już kilka lat biografii rodzinnej. Po prostu na pytanie o plany odpowiedziałam, że siedzę po uszy w starych zdjęciach, listach, a przede wszystkim w archiwach akt dawnych, jeśli oczywiście jestem w swoim mieście. Większość czasu jednak spędzam na podróżowaniu po miejscach, gdzie są - albo być może są - ślady po moich przodkach. Ponieważ nie prowadzę samochodu, więc te podróże są długie, PKS-owe i czasem męczące. I z tego powodu właśnie dziennikarka zapytała mnie, dlaczego kogoś nie wynajmę. Miała na myśli dziennikarza od wywiadu rzeki, różne firmy tworzące na zlecenie całe drzewa genealogiczne albo chociaż studentów, którzy mogliby wykonać za mnie część roboty. Nie pamiętam, co odpowiedziałam dziennikarce, ale z pewnością wytłumaczyłam, że nie wynajmę, bo ta część pracy jest najlepszą i największą przygodą, jaka mogła mi się przydarzyć. Zresztą może mówiłam coś o wyzwaniu, jakim jest taka biografia, i o tym, że wyzwanie trzeba podjąć w całości. Teraz, kiedy piszę ten tekst, a obok mnie na biurku leżą pozbierane po kraju stare fotografie rodziny razem z kopertami listów albo z pocztówkami do prababci z 1906 roku, kiedy moja praca, choć prawie skończona, wydaje mi się ledwie zaczęta, mogę chyba odpowiedzieć prościej na pytanie, dlaczego kogoś nie wynajmę. Bo to rozkosz po prostu.

Dlaczego miałabym oddać komuś takie chwile jak ta, kiedy we wsi Szczepkowo Borowe zmęczona po podróży z plecakiem natykam się na pierwszego mieszkańca, a on nazywa się Szczepkowski? Jak mogłabym oddać komuś to doznanie, kiedy zbierają się wokół mnie Szczepkowscy ze Szczepkowa, a ja w niektórych odnajduję rysy mojego dziadka? A ten moment, kiedy po szperaniu w książkach orientuję się, że ci ludzie siedzą tu od bitwy pod Grunwaldem i są bezpośrednimi potomkami rycerzy pozostawionych tu dla obrony granicy polsko-niemieckiej, która była tuż za miedzą? Czy mogłabym oddać te rozmowy w prawdziwie starych domach, przeszukiwanie zdjęć i dokumentów wyjętych ze starych pudeł? A taki moment na przykład, kiedy w archiwach gubi się wątek czyjegoś życia, jego akt śmierci jest ostatnim aktem, jaki istnieje, nie ma więc żadnych danych o rodzicach, i nagle na małym kresowym cmentarzu odnajduje się ich stary grobowiec?

A bicie serca, kiedy ze starych listów wypada zdjęcie młodej kobiety z początku wieku - pięknej młodej śpiewaczki operowej - a zaraz potem drugie, tej samej w towarzystwie młodego człowieka, zakochanej, zdolnej i pełnej nadziei... Aż chciałoby się krzyczeć: "Prababciu! Uciekaj! On ci nie pozwoli śpiewać w operze!". Jak mogłabym zlecić to komukolwiek? Szukanie śladów po rodzinie jest jednym z najlepszych nałogów, w jakie można wpaść. Naprawdę polecam! Oczywiście bywają momenty, kiedy zastanawiasz się, czy nie za głęboko siedzisz w przeszłości, nie za często obcujesz z duchami. Otoczona zdjęciami i historią swoich "pra" zaczynam przeżywać ich życie tak, jakby coś jeszcze dało się zrobić. Widzę dziewczynkę sfotografowaną na wysokiej gałęzi drzewa. Podpis pod zdjęciem: "sierpień 1939". Jeszcze tylko parę dni, mamo. Potem bomby, tułaczka, strach. Widzę zdjęcie nieśmiałego chłopca z Suchej Beskidzkiej. Znam też jego świadectwa szkolne - nie najlepsze, prawdę mówiąc. Ma w oczach jakąś skruchę, to pewnie skutek ciągłego słuchania: "Jędrek, co z ciebie wyrośnie". Patrzę na to zdjęcie - Jędrek, tato, nie martw się, za kilkadziesiąt lat w Suchej Beskidzkiej będzie ulica twojego imienia.

Wiele, naprawdę bardzo wiele można się dowiedzieć, śledząc stare listy rodziny. "Milion razy ci pisałam" - pisze moja babka do córki. Ciekawe, moja córka też wszystko przelicza na miliony, chociaż nigdy nie słyszała swojej prababci. Na czym polega takie genetyczne rozmnożenie? Albo takie znalezisko: na akcie ślubu dziadka Szczepkowskiego napisano "wdowiec". Poszukiwania prowadzą wreszcie do pierwszego aktu ślubu i do dziwnej klepsydry: "Nieutulony zaprasza całą publikę". Publikę? Nieutulony nie wytrzymał nawet roku żałoby. Z akt wynika, że moja babcia utuliła go zaledwie kilka miesięcy po zejściu pierwszej. Dla nałogowca nie ma innej drogi niż odnalezienie fotografii. Udało się wydostać nawet kilka - leży na hamaku, a dziadek odwrócony jednak od kobiety patrzy gdzieś daleko... Ile emocji dostarczają zbliżenia twarzy, oczu. Poza tym - jaką niesamowitą mieszanką krwi, narodowości jestem. Przerzucam skrupulatnie cesarskie i carskie dekrety, nakazy; gdyby nie one, mój prapradziadek nie przemieściłby się tu, gdzie poznał swoją żonę, moja prababka nie przyjechałaby do Lwowa, a jej syn nie dostałby posady, dzięki której zakochał się w mojej babce. Aż głupio powiedzieć, ale istnieję na świecie między innymi także dzięki rozbiorom. Patrzę na te kobiety w długich sukniach, takie uroczyste przed fotografem, i dopatruję się swoich rysów, charakteru, temperamentu.

Na jednej z fotografii jakiś młody człowiek stoi oparty o kolumnę. Aż kusi, żeby poszukać, posprawdzać, kto to jest. Bo niepodobny do pradziadka. Ten sam chłopak, chociaż na drugim planie, stoi na jakiejś zbiorowej fotografii. Można się oczywiście powstrzymać od poszukiwań, bo jakie to ma znaczenie. Ale nałóg to potężna siła. Jakże nie sprawdzić, jeśli się znalazło taką karteczkę z 1910 roku: "Panno Helu, wyjechałem i nie powrócę. Igo". Kim był? Jak go znaleźć, skoro została tylko fotografia? "(...) to - to jest bardzo mało", jak pisała Jasnorzewska. Nie ma rzeczy niemożliwych. Znajdę cię, Igo. Po dacie umieszczonej na zdjęciu w zakładzie fotograficznym, po listach prababki, po dziwnym imieniu, po nazwie miasta, w którym zrobiono zdjęcie. Ja tam pojadę, poszperam w księgach meldunkowych, parafialnych, repatriantów niemieckich i w księgach wyznania mojżeszowego. Choćbym miała wydać biografię później, niż chciałam. Znajdę cię, niewierny przystojniaku. Przecież dzięki tobie istnieję."

 Źródło:

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza